piątek, 22 stycznia 2010

Oren Lavie

Zakochałam się w głosie Orena Lavie. Pierwszy raz, gdy usłyszałam jego utwór na ścieżce dźwiękowej do Opowieści z Narnii - słuchałam go w kółko! Przeszukałam internet za jego innymi tworami ale okazało się wtedy, że jest w trakcie nagrywania swojej pierwszej płyty (The opposite side of the sea) i udostępniony był tylko jeden utwór, który ma promować płytę - Her morning elegance. Czekałam na płytę i oto jest! A głos Orena brzmi jakby śpiewał nam kołysankę do snu: ściszony i odpowiednio stonowany, ale wbrew pozorom nie jest to płyta wyłącznie na wieczory. Słucha się jej wyśmienicie o każdej porze dnia, roku i o każdej pogodzie.
Zatem zapraszam Was do zatopienia się w tej muzyce!

środa, 20 stycznia 2010

folkObomb

Czas Bożego Narodzenia dobiega końca, a ja nie chcę zapomnieć o tym niezwykłym czasie: spoglądam na dziadka do orzechów i czuję smak orzechów włoskich, piję kawę z cynamonem i jem ciastko z ajerkoniakiem, a wszystko to oświetlają kolorowe lampki niczym z choinki.
Wiem, że w Jastrzębiu w salonie stoi jeszcze przyozdobiona choinka, w tym roku przebogata - pomieściła praktycznie wszystkie bombki, parę papierowych ozdób zachowanych z mojego dzieciństwa i parę tych z dzieciństwa taty. W tym roku dołączyła nowa bombko-ozdoba papierowa, tym razem nie powieszona a umieszczona na gałązkach choinki. Wspominałam o niej w przedświątecznym wpisie, jest to moja pierwsza przygoda z techniką decoupage. Bombka nie jest doskonała, ale jak na pierwsze podejście, klej wikol i styropianową kulę, wydaje mi się, że mogę się nią pochwalić:
Co najważniejsze to mandala z kwiatów i kogutów, typowy łowicki wzór. A druga strona to folkowy misz-masz kwiatowy.
Kolczyki na prezent dla mamy będą na raz następny, gdyż nie zdążyłam ich cyfrowo uwiecznić. No i muszę ponownie nawiedzić Jastrzębie (:

czwartek, 24 grudnia 2009

twórcze zapatrywanie na święta

W domu!
W sumie nie tęskniłam tak bardzo, jednak jak już tu jestem to nie chciałabym się już więcej stąd ruszać.
Gdy tylko przekroczyłam próg zostałam poinformowana, że strojenie choinki należy do mnie (a miałam nadzieję, że zastanę gotową). 20 minut temu skończyłam pakowanie prezentów, na szczęście część zapakowałam już w Łodzi. Właśnie, 3/4 mojego plecaka to były prezenty, a do tego taszczyłam jeszcze reklamówkę z wielkim pudłem, które nawet w marzeniach nie zmieściłoby się do plecaka (chyba, że przyszłość będzie wyglądała jak u Jetsonów i nawet samochód będzie kieszonkowy). Z zakupionych prezentów jestem zadowolona, w końcu trochę się za nimi nabiegałam, a najbardziej dumna jestem z prezentu dla mamy! Wykonałam dla niej kolczyki i nie z jakichś drewienek i szkiełek, ale z prawdziwych kamieni i srebra. Ponadto pierwszy raz spróbowałam swoich sił w decoupage, przyozdabiając styropianową bombkę etnicznymi wzorami. Miała też być szkatułka dla babci z decoupage'u, jednak nie starczyło mi już czasu i materiału (lakieru do drewna) i też szkatułka będzie jedynie zwykłym kufrem na biżuterię (ohhh ohh).
Na tym skończyło się moje twórcze zapatrywanie na święta, no chyba, że uwzględnię latanie za prezentami dla K., gdyż stwierdziłam, że najweselej będzie mu sprawić paczkę pełną różnorakich akcesoriów (nie napiszę jakich bo jeszcze szpieg to przeczyta!)!

Podsumowując: z pieniędzy jestem spłukana doszczętnie - choć pare rzeczy wykonałam własnoręcznie trzeba było zakupić materiały, lecz wszystko to w wierze, że święta będą udane! Zresztą na uszczęśliwianiu najbliższych nie wolno oszczędzać.

wtorek, 22 grudnia 2009

przedświątecznie

22 grudnia a ja ciągle siedzę w Łodzi. Wczoraj miałam ostatni egzamin na te pół semestru (śmieszne ale jak przyjdzie do końca semestru to będziemy się cieszyć,że przynajmniej mamy o te 3,4 przedmioty mniej do nauki). Egzamin odbył się o nienormalnej godzinie bo o 18.30, w mieszkaniu byłam o 20. Zdążyłam się jedynie umyć się ze stresu a już miałam dwóch gości w progu. Niby tylko po odbiór zapomnianej czapki ale nie wypada nie zaprosić na herbatę. K. przyszedł prawie w pół do dziesiątej, rozmowa, jedzenie i już prawie jedenasta w nocy. Zadzwoniłam do mamy aby powiedzieć jej, że nie wyrobię się na wtorkowy pociąg o 6.19 rano bo musiałabym wstać przed 5 a ja nawet nie byłam spakowana i nie wiedziałam jak szybko ogarnąć całe mieszkanie (bo przecież nie zostawię syfu na 2 tygodnie mojej i współlokatorów nieobecności). Obudziłam ją. Nie zdawałam sobie sprawy, że już prawie północ!
Tak więc siedzę na Sienkiewicza jeden dzień dłużej, myję naczynia, podłogi, opróżniam lodówkę, aby nie było styczniowych włochatych niespodzianek, a zaraz idę po ciepłe pieczywo z piekarenki na dole.

Te święta będą inne, juz są inne. Jak za dawnych lat spędzimy je w domu we trójkę: mama, ja i brat. Pierwszy raz jestem tak daleko od domu i nie mogę na bieżąco pomagać w przygotowaniach do świąt. Zresztą i tak dobrze, że mój rok zawarł umowę z wykładowcami i przenieśliśmy zajęcia do odrobienia na nowy rok, tak to musiałabym siedzieć na uczelni do środy a to już moim zdaniem smutne przegięcie. Mama pracuje od rana do późnych godzin popołudniowych, nawet w wigilię co sprawia, iż nasza coroczna tradycja kolacji wigilijnej o godzinie 18 zapewne ulegnie zmianie. Menu tez ma być okrojone bo nie da się z nim wyrobić na czas (chyba, że na zerwanych nockach). Jutro z rana jadę do domu i to chyba najważniejsze! Prezenty popakowane, a co poniektóre zakamuflowane, mam wielkie obawy jak ja się z nimi zabiorę w podróż, na szczęście to jednorazowa przygoda.

Życzeń jeszcze nie będę tu zamieszczała, najpierw muszę wrócić do domu!




i bonusik w postaci starej fotografii/widokówki przedstawiającej Park Sienkiewicza, znajdujący się niedaleko kamiennicy w której mieszkam:

poniedziałek, 16 listopada 2009

zimno zimno

notka nr 1:
Od dawna wiadomo, że najlepszym sposobem na odchudzanie jest nie myślenie o odchudzaniu (:  nie rozliczanie się z tego co się zjadło i ile w ciągu dnia się jadło. Ponoć kobiety zawsze są na diecie, ale dieta to po prostu zdrowe odżywianie ... tęsknię za wiosną i  jej powietrzem, które samo z siebie karmi organizm i żołądek. Za to wczoraj na obiad jedliśmy sałatkę (z sałaty, rzodkiewek, pomidora, ogórka itd.) z tostami (a toster dostaliśmy na parapetówę!) i choć takim sposobem małokalorycznie przywołaliśmy wiosnę. NIE MA ODCHUDZANIA!

notka nr2:
Praktycznie ciągle siedzę w domu, bo niczego się nie chce, za dworze zimno i trzeba by nałożyć na siebie dziesiątki niewygodnych warstw, z czego człowiekowi wydaje się, że niemiłosiernie przytył (a to 2 pary rajstop pod spodniami i komplet podkoszulek pod swetrem). Zaopatrzyłam się w syrop na kaszel, albowiem znowu nadchodzi ten sezon, w którym łatwo łapię suchy kaszel uniemożliwiający normalne funkcjonowanie w społeczeństwie, przede wszystkim na studiach. Po mieszkaniu łażę w dwóch parach skarpet i papciach, a jedynie łyk miętowej gorzkiej żołądkowej rozgrzewa organizm i pozwala zaoszczędzić na centralnym ogrzewaniu lokalu.
Od tygodnia mam ćwiczyć jogę ze współlokatorką. Dobry pomysł na jesień, który leży na szafce obok odtwarzacza dvd i jak widać odpoczywa tak jak my ... i czeka na ten przełomowy dzień. Jedynym motorem do działania są znajomi, którzy przyjeżdżają w odwiedziny (tylko nie bandą!). Jednak proszę sobie nie wyobrażać żebym w jakimkolwiek stopniu tu narzekała! Dni totalnego lenia też są w życiu potrzebne, nadrobi się choć trochę zakurzone braki filmowe i w końcu zasiądzie się do książki ...
tak, właśnie tak!

poniedziałek, 2 listopada 2009

podróż za jeden uśmiech

Pojawiające się niespodziewanie pomysły, idee dotyczące domniemanych podróży ... tak naprawdę wzięły się one z zasłyszanych wspomnień i opowieści przeczytanych, czy pochwyconych przez media. Wprawdzie wiele ich jest, a każda nowa przyjmowana przeze mnie z większym zapałem. Lecz chciałabym, aby zapał ten trzymał się mnie do końca, albowiem żal byłoby czasu na samo snucie, planowanie i poszerzanie samych informacji.
Cierpliwości!
Życzę sobie więcej cierpliwości i wytrwania.

środa, 21 października 2009

uciekająca młodość

Zostały mi niecałe dwa lata młodości.
Taką informację dostarczył mi dzisiejszy wykład z Kapitału ludzkiego. Według aktualnych kryteriów człowiek młody to osoba do lat 24, wiek średni trwa do ok. 34 roku życia ... potem to już chwała wieku dojrzałego.