Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podróże. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podróże. Pokaż wszystkie posty

środa, 12 czerwca 2013

mądrość


"Blichtr płynie z miasta, mądrość z pustyni"
                                                Frank Herbert, Diuna



środa, 2 stycznia 2013

many roads

When many roads lead to nowhere
And all the places look the same
Everywhere


You just call me
You just call 'cause I'll be there


So many words said forever
And all the tales of yesterday
Fade away


You just call me
You just call 'cause I'll be there 


When many roads lead to nowhere
And all the faces look the same
Everywhere


You just call me
You just call 'cause I'll be there


                                     Clannad Many roads




piątek, 16 listopada 2012

"bylebyć"

byłabym tam
byłam
gdybym chciała
przelatywałabym przez chmury
ponad góry
stulecia w przód
w tył cofałabym
gdyby mi tylko własna mądrość na to pozwalała

byłam tam
byłabym
będę na pewno
chcieć to móc
mogę więc robię
dla dorosłych wyliczanka rozkapryszona
ze zmarszczkami na skroniach
zachciankowość

będę tam
byłabym
bo kiedyś byłam
miesiąc w przód
w tył gdy czas nie gra roli
wiem i chcę
chcieć to móc
mogę więc robię

byłabym tam
byłam
będę
byle być tam

czwartek, 15 listopada 2012

karteluszek

śliczności mam w rękach ... takie niewielkie, karteluszek wymiarów 8,5cm na 5,4 cm, różowiutki, błyszczący i będący kolejną namiastką niezależności ... prawo jazdy w moich dłoniach!

poniedziałek, 22 października 2012

pirackie morze



Kocham fotografie, które wyglądają jakby były robione starym analogiem z ziarnem i brakiem ostrości (:  Uwielbiam polskie morze, jego spokój i stabilność, bowiem jest zupełnym przeciwieństwem mnie, duszy niespokojnej, ale juz może trochę bardziej zdecydowanej niż ostatnimi czasy. Dam się ponieść prądom wody, bo ster mam, ale gorzej z żaglami ...

piątek, 7 września 2012

PKP komplement

Dzisiejszego dnia jeszcze bardziej polubiłam podróże PKP, bo poprawiają humor i samoocenę! Tak dziś konduktor dał popis dżentelmeństwa i dobrego gustu (a co!), kiedy prosząc o bilety do sprawdzenia najpierw poczekał aż ja wyjmę swój bilet z torebki, mówiąc dwóm mężczyznom w przedziale, że panie mają pierwszeństwo, a następnie patrząc na mnie wykrzyknął: "Ale jest pani ładna! Tylko się zakochać i żyć!".
Zaczarował mój czwartkowy dzień i żadna czarna chmura nie przysłoniła tego pozytywnego akcentu (:

niedziela, 10 czerwca 2012

piątkowo-sobotnie wspomnienie

   To był szalony początek weekendu. Piątkowym popołudniem wyjechaliśmy do miejscowości o nazwie Chodecz na Zlot Motocyklowy. Wszystko przez ConsFEARacy, które miało dać (i dało) tam koncert. Wesoły bus z Mietkiem kierowcą, mecz Polska-Grecja w dużym formacie z motocyklistami, koncert ConsFEARacy z niespodziewanymi improwizacjami, szaleni ludzie pod sceną, kiełbaski na surowo zamiast z ogniska, dużo duuuużo piwska, czteroosobowy domek letniskowy dla dziewięciu osób i Kóla ze ściętą brodą!
   Mam pamiątkę w postaci kapelusza w barwach biało-czerwonych. Miałam się przejechać Hondą (to był zlot fanów użytkowników motocykli Hondy), ale zbyt wcześnie wyjechaliśmy w sobotę i praktycznie jeszcze cały ośrodek leczył kaca. Za to najedliśmy się lodów! Na Pauciowe stwierdzenie "zjadłabym loda", Marty i moje potwierdzenie, Korzeń bohatersko zatrzymał chłodziarkę dostawczą i kupił hurtowo pudełko lodów. Pudełko zawierało sztuk 40, a że nie posiadaliśmy lodówki na 1 osobę przypadło mniej więcej po 4 lody w trybie ekspresowej konsumpcji. Także Korzeń zaczął handlować lodami pomiędzy uczestnikami zlotu (; W rezultacie to, co nasza ekipa zjadła kosztowało około 15 groszy od skonsumowanej sztuki, więc biznes nie byle jaki!


8 pasażerów Nostromo i tylko Miecia kierowcy brakuje

piątek, 1 czerwca 2012

liczba życia

   K wszędzie widzi liczbę 69 i zakłada, że w takim wieku przyjdzie mu pożegnać się z tym tu oto światem. Natomiast ja od momentu, kiedy K zaczął zwracać moją uwagę na powyższą liczbę, zazwyczaj widzę 96 ... Może właśnie w tym wieku odlecę w inną rzeczywistość? Chociaż zakładałam, i nadal to robię, że dożyję ponad setki w dobrym zdrowiu i o jasnym umyśle (:

środa, 18 kwietnia 2012

level up!


Nie wspomniałam ostatnio tylko o jednym - o prawdziwym powodzie, dla którego byłam w Austrii. Niestety nie było mnie tam dla smacznego piwa i tanich żelek Haribo, to tylko przy okazji ... Pojechałam w austriackie Alpy aby nauczyć się jeździć na nartach! Zaczęłam jeździć tak zwanym pługiem i skręcałam poprzez kładzenie się na śnieg i przekładanie nart. Po opanowaniu lęku przed niewidoczną przestrzenią za górkami (dzień trzeci), a także po nadwyrężonej cierpliwości Kóli, pod koniec długiej i stromej górki zaczęłam jakoś łapać o co w tym wszystkim chodzi, szczególnie w skręcaniu! Od tego momentu miałam mniej przewrotów, a tylko kilka bardziej spektakularnych kraks z licem w śniegu. Jeżdżę na nartach!

Świetna sprawa!


P.S.: Dziś przyszła pora na setny post!

poniedziałek, 16 kwietnia 2012

Austriackie Alpy

   Dwa dni temu wróciłam z tygodniowego pobytu w austriackich Alpach. W tej świątecznej eskapadzie uczestniczyło dziewięć osób, mieszkaliśmy na obrzeżach miasteczka Fusch w otoczeniu gór i krów.

To był mój pierwszy zagraniczny pobyt w  górach, dodatkowo byłam na wysokości 3 035 m n.p.m (szczytu Kitzsteinhorn 3 203 m n.p.m.), a dodać trzeba, że polski najwyższy szczyt mierzy 2 499 m n.p.m. (Rysy).
Austriackie piwo jest przepyszne i o idealnej strukturze (tak stwierdziłby mój współlokator Wicia, który jest smakoszem piwa), czyli piana utrzymuje się bardzo długo a bąbelki nie znikają po 5 minutach. W tym wszystkim ważne też są tanie żelki Haribo!

piątek, 26 sierpnia 2011

Anglia. Spostrzeżenia oraz potwierdzenia.

Kilka własnych uwag na temat Anglii.

1.  Coś, co pierwsze rzuciło mi się w oczy to mnóstwo zieleni. Nie ważne czy to wieś, miasto, miasteczko - duża część dróg obsadzona jest drzewami, często są to również ogromne żywopłoty. Przy okazji bardzo ciasnych dróg wrażenie 'zielonych dróg' jest jeszcze bardziej spotęgowane. Skoro TUTAJ jest tak zielono to co dopiero na Zielonej Wyspie, czyli w Irlandii (:



2. Magiczny świat Harrego Pottera ... Chyba każdy potteromaniak powinien choć raz przyjechać do Anglii i odwiedzić kilka miast, miasteczek. Niekoniecznie mówię tu o Londynie, chodzi o ogólne odczucie świata, który stworzyła J. K. Rowling, a który powstał na podstawie otaczającej ją miejskiej rzeczywistości. Choćby Diagon Alley, wąska uliczka przepełniona sklepami z magicznymi rzeczami. Kiedy byłam w Guilford i przechodziłam się tamtejszą High Street zachwyciły mnie jej budynki - wszystkie ściśnięte, jak szachownica każdy budynek z innej epoki, w innym stylu architektonicznym. Pomiędzy tymi kamienicami wąskie uliczki, gdzie znalazłam jedną przypominającą tunel. Zaintrygowana weszłam do tego tunelu, który zaprowadził mnie w miejsce wypchane sklepikami różnej maści. Pierwsze co pomyślałam to: Ulica Pokątna! Nie tylko TO miejsce pozwoziło mi odczuć obecność Czarodziejów w świecie Mugoli. Tuż obok domu, w którym pomieszkujemy znajduje się stary domek, typowy cottage tyle, że jego ściany wybrzuszają się na wszystkie strony. No kto może mieszkać w takim miejscu jak nie jakiś czarodziej!


3.  Wszystko TU (w Anglii) jest takie "typowe". Czyli więcej koni niż krów, powściągliwe domki, nawet pogoda jest "typowa". Co więcej ogródki rzeczywiście są wąskie i długie, podwórko przed frontem całe wybrukowane - zero zieleni. Rzeczywiście mnóstwo ciapatych, czyli Hindusów i sklepów z ich żywnością, restauracji, zresztą panie zazwyczaj noszą coś na podobieństwo sari. Wydaje się, że połowa ludności w Anglii to Hindusi, niekoniecznie legalni emigranci.



W kolejnym odcinku mogłabym wymienić jeszcze coś na temat domu, pracy, żywości oraz telewizji.

sobota, 20 sierpnia 2011

na obczyźnie


Jest dobrze, choć mogłoby być lepiej.
Cztery tygodnie na obczyźnie i tęsknota za ojczyzną. Coraz bardziej czuję, że nie mam jeszcze swojego miejsca na ziemi.
Mieszkamy w Ashtead. Właściwie jest to wioska, gdyż pełna nazwa Ashtead to Ashtead Village. Nie wiem jaką miarą klasyfikuje się tutejsze miejscowości, jednakże zaopatrzeniem i wyglądem Ashtead przypomina małe miasteczko: kilkanaście sklepów typu SAM, sklepy odzieżowe, sklepy z chemia, piekarnia, spożywczaki, sklepy meblowe, puby, restauracje, itd. Kiedy w Polsce jakaś miejscowość zostaje sklasyfikowana jako wieś możemy się spodziewać, że posiada 1 lub 2 sklepy oferujące najważniejsze artykuły oraz minimum dwie piwiarnie. W Polsce też wiejskie domy pooddzielane są polami uprawnymi, a tu gospodarstwa rolnicze znajdują się na obrzeżach tejże miejscowości. W środku Ashtead zapaćkane jest domkami - jeden obok drugiego, dużo i ciasno. 
Ludzie są tu nadzwyczaj mili. Najprawdopodobniej jest to zakorzenione w tej kulturze tzw. 'dobre wychowanie' względem drugiej osoby (pewnie już niekoniecznie względem siebie samego).
Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej (:


środa, 31 marca 2010

lubię. uwielbiam. lubię


lubię pudrowe zapachy
pastelowe kojące oczy barwy.
uwielbiam wpatrywać się w blask nocnych latarni
i czuć ciepły koc na stopach.
to, co zawsze maluję w zeszytach to pnącza
po których wzbijam się w przestworza.
lubię mistykę
oraz enigmatyczne spacery . donikąd
podróżowanie historiami z zaklętych książek
delektowanie się smakiem i aromatem własnoręcznie przyrządzonych ciastek
kolekcjonowanie pięknych ilustracji.
lubię myślenie, że moje życie jest jak z krainy czarów

poniedziałek, 2 listopada 2009

podróż za jeden uśmiech

Pojawiające się niespodziewanie pomysły, idee dotyczące domniemanych podróży ... tak naprawdę wzięły się one z zasłyszanych wspomnień i opowieści przeczytanych, czy pochwyconych przez media. Wprawdzie wiele ich jest, a każda nowa przyjmowana przeze mnie z większym zapałem. Lecz chciałabym, aby zapał ten trzymał się mnie do końca, albowiem żal byłoby czasu na samo snucie, planowanie i poszerzanie samych informacji.
Cierpliwości!
Życzę sobie więcej cierpliwości i wytrwania.

środa, 6 sierpnia 2008

Nie mogę na nic narzekać. Tegoroczne wakacje mam dosyć intensywne: najpierw w czasie sesji wyjazd na Hunterfest do Szczytna, kolejnie praca jako opiekunka do dzieci (3 i 5 lat), następnie wyjazd na 10 dni na obóz naukowy do Krakowa, po dwóch dniach odpoczynku wyjazd do Kostrzynia na Woodstock i powrót 4-tego do domu. Mam jeszcze do wykorzystania sierpień, bo we wrześniu czeka na mnie praktyka muzealna w Rybniku, a potem prawdopodobnie wyjazd do Zakopanego do Ewy. Wychodzi na to, ze z mojego Jastrzębia-Zdroju kierowałam się już na północ, na południe, teraz na zachód ... mam chrapkę na wschód. Szczególnie, że kocham podróże, nawet jeśli ciągną się 8-10 h. Niech ciągną się wieczność!

Ponadto obóz etnologiczny - coś niesamowitego. Niby to samo miejsce co zeszłoroczne, kilkoro tych samych ludzi, paru nowych ale klimat zupełnie inny. Za szybko zleciał ten czas, za szybko skończyły się pieniądze, tylko uśmiechy i rozmowy trwały w nieskończoność. Zyskałam wspaniałe wspomnienia, zdjęcia, refleksje, inne spojrzenie na miejsca, które odwiedzaliśmy i na to, co też tam zobaczyliśmy. Pozyskałam wspaniałego rozmówcę, z którym interakcja myśli jest czystą przyjemnością. Poznałam jeszcze lepiej osobę, która pomimo, iż wydaje się otwarta i bezkompleksowa, jest bardzo wrażliwa. Piszę tu bez imion czy ksyw, bo jeszcze cały czas jestem pod wielkim wrażeniem tych naszych kilku wspólnych chwil i wzajemnej troski o siebie. Powinnam opisać jeszcze kilka osób, jednak za dużo miejsca by to zajęło chociaż wiele dla mnie znaczą. Co prawda tęsknię zaledwie za paroma osobami, ale mam świadomość, że spotkam ich niebawem w Cieszynie a może nawet i o wiele szybciej [:

Woodstocku nie da się od tak sobie opisać. Wioska BarmyArmy, zakręceni ludzie, grób dla 5-latka, 'siekiera, shakira', ekscesy na fladze Barmy Army i koncert Acid Drinkers. Mnóstwo ciekawych wykładów, każdy znalazłby coś dla siebie, pozytywni ludzie na drodze, dokarmiający Pokojowy Patrol, niespodziewane natykanie się na ludzi z Jastrzębia, pozytywne wibracje muzyczne, kąpiel błotna i taniec w deszczu ... wolność, miłość, wariactwo. Czyli wszystko co kocham :D

Po powrocie do domu ciągle dostaję wiadomości typu: zapraszam do Krakowa na parę dni, towarzyszenie w wyjeździe do znajomej, zapytanie czy nie wybiorę się na rejs łódkami na Mazury, zaproszenie do rodziny w Poznańskie ... a do tego na jakiś tydzień  będzie wolna chata ... życie jest piękne, chwile są piękne i ludzie są piękni. Cud, miód i wylizywanie łyżeczek.

poniedziałek, 7 lipca 2008

Monster

Chcę się wyrwać z tego codziennego świata. Chcę wyjść zza 4 ścian. Chcę jeździć, podróżować, podziwiać krajobraz, choćby przez szybę.
Nie, nie mówię, że się duszę. Nawet w tej codzienności widzę różnorodność, nie tylko zdarzeń. patrzę na to jak zmieniam się osobiście, jak zmieniają się przyjaciele, nieznajomi, budowle, niebo ... Stąd ciągnie mnie do nieznanego, niedoścignionego i nieokiełznanego. Niekoniecznie lubię wyzwania, chociaż zazwyczaj czuję, jakbym to ja była wyzwaniem dla siebie samej. Znasz siebie z różnorakich, skrajnych zdarzeń, a i tak nie całkiem wiesz na co Cię stać, jak postąpisz w danej chwili, etc. etc. To jest cudowne.
Ostatnio mam niezwykle mieszane uczucia. Z jednej strony dążę za spokojem, z drugiej pociąga mnie wieczna wędrówka. Tu sielskość, tam rock'n'roll. Podświadomie czuję, że spełnię to i to. Chyba ubywa mi rozumu zamiast przybywać. Czytam za wiele książek, za dużo różnorodnych książek, bo każda wpaja we mnie inne wartości, cele, stereotypy czy wzorce, przykłady, sytuacje i światy. O zgrozo odkrywam, że gdzieś tam przejmuję jakby każdą małą cząstkę sylwety bohaterów, którzy wywarli na mnie największy wpływ - z każdorazowej książki jaką przeczytałam, chciaż juz nawet niektórych nie pamiętam.
Czasami wydaje mi się, że moja tragedia jest tym, że nie lubię się ograniczać, a z drugiej strony nie cierpię ranić innych. I tak w kółko. Przez to koło wolę gdy ktoś kręci mną, a ja tylko wybieram w którą stronę się potoczę... Inaczej tego zakończyć nie umiem. [I teraz pytanie kto mnie w tym wszystkim rozumie!?]