Pokazywanie postów oznaczonych etykietą studia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą studia. Pokaż wszystkie posty

sobota, 9 października 2010

w skrócie

Tak w skrócie co u mnie od ostatniego wpisu, czyli od sierpnia:

- zdałam wrześniowy egzamin poprawkowy i jestem szczęśliwą studentką 2 roku USM na Uniwersytecie Łódzkim 

- maluję obraz, czasu do realizacji, aż do grudnia

- miałam krótkie, lecz zwariowane wakacje: spontaniczny przyjazd do Międzyzdrojów (prosto z pogrzebu) o godzinie 22:00, gdzie po szczęśliwym znalezieniu noclegowni wybyliśmy na Bosmana i Pudzianową kilkunastosekundową walkę, a kolejno na plażę w celu spożycia miętowej Gorzkiej Żołądkowej i [oczywiście] Bosmana. Nasz pobyt w Międzyzdrojach skończył się o godzinie 14 dnia następnego, skąd dotarliśmy do Szczecina i do godziny 23 zwiedzaliśmy miasto ze znajomymi

- powiedzmy, że spełnienie małej części marzenia: dostałam latarnię morską! może nie taką, w której szło by zamieszkać, ale cieszy moje oko i myśli [:

- offroad w lubuskim ze znajomymi

- wyjście do teatru na spektakl, który nieszczęśliwie danego dnia odwołano [; i zastępczo wybranie się do kina na 'Salt' z A. Jolie i Wać Panem Danielem Olbrychskim

- Acid Drinkers w Aleksandrowie Łódzkim i odwiedziny Olo z żoną Kasią w naszych skromnych progach [Wiśniówka, wódka, Lechy Pilsy, Ballantine's, Ciechan]

- 2 zakalce, jedno oklapnięte ciasto i jedno nazbyt wyrośnięte, ale ciasteczka owiane udane = zaprzyjaźniam się z piekarnikiem w moim studenckim mieszkanku

- i jak zwykle, nieprzeczytane książki, nie tyle co nie mam czasu a fakt, że jet ich kilka i to już zaczętych (: trudny wybór, no i jeszcze ten stan  łączy się ze wszystkimi dodatkami do the Sims2 i tego, że na pewien czas wkręciłam się w tę grę

- Kóla na studiach (: 

poniedziałek, 22 lutego 2010

Straszny tydzień i zaklęcia Protego Horriblis

Zaczął się tydzień ciężkiego oddechu i niepewności. Pierwsza poprawa za mną, dwie jeszcze przede mną. W dodatku od dzisiaj mamy już drugi semestr, także trzeba pojawić się na dzisiejszych wykładach, a raczej wypadałoby się na nich pokazać. Z okazji tego strasznego tygodnia staram się myśleć tylko i wyłącznie o rzeczach miłych, np:
  • poprawa pogody i fakt, że już nie trzeba codziennie myć podłogi w przedpokoju (nie to, żeby była codziennie myta),
  • moja wizyta w domu, co prawda nie zdążyłam odpocząć i wchłonąć jego aury ale zawsze miło jest pobyć w domu,
  • podczas mego pobytu w Jastrzębiu upiekłam swój pierwszy chleb !!! Zajadałam się nim i pyszną domową konfiturą truskawkową. Przepis zaczerpnęłam od Trufli. Zdjęcie nie jest idealne bo robione telefonem komórkowym, kompozycja zresztą też niezbyt wyszukana albowiem apetyt mąci estetykę ...
  • odpowiednia muzyka i jeszcze odpowiedniejsza,
  • pouczająca i pocieszająca lektura o podejmowaniu decyzji w życiu, czyli "Dżungla życia" Beaty Pawlikowskiej,
  • ha, przez ten stres ciągle jem, jednak pociesza mnie myśl, że na styczniowym weselu paradowałam w sukience rozmiar 36 (i tak właśnie się pocieszam),
  • ja się uczę a mój mężczyzna gotuje nam pyszne obiady, laaaaba!,
  • drink z cytrynówki i soku z granatu smakuje jak landrynki (mniam!),
  • no i jeszcze tylko 4 miesiące do wakacji!

poniedziałek, 15 lutego 2010

jagnięcina podana z grilla (na ostro)

Zaatakowały mnie smoki. Latają nade mną wkoło niebezpiecznie trzepocząc skrzydłami i wzniecając wiatr, który przewraca wszystko co żywe na ziemię. Nie ma rycerza, są tylko biedne i zlęknione owieczki. A ja jestem tym jagnięciem, które stara się schować jak najgłębiej między owcami. Tylko smoki zioną ogniem, warczą nastraszając to niby nurkując w naszą stronę, to wzlatując w chmury. Nie ma rycerza, nie ma dzielnych szewczyków a tym bardziej dzielnych pastuchów ... *


Studia nie wychodzą na zdrowie, tym bardziej, gdy wykładowcy usilnie próbują wyeliminować choćby 1/4 studentów na roku. Spadam w czarną dziurę niemocy. Jestem coraz mniejsza i mniejsza, mniejsza... Może to był błąd wybierając się na studia o których nie ma się zupełnego pojęcia, ale za to rokują pomyślą przyszłością. Zobaczymy, albowiem to Oni jedynie mogą mnie wyrzucić, bo sama nie mam zamiaru się stamtąd zwalniać.
Póki co siedzę w Jastrzębiu, to moje ferie, mój ratunek od obłędu. Niby źle, że nie zabrałam ze sobą notatek do przyuczenia, jednak jestem tu by odpocząć. Inaczej rozchoruję się tak, że wszyscy wkoło będę mnie mieli dość! Ha, mówię to jak małe dziecko, i tak też się czuję. Tym bardziej, że tego samego dnia co przybyłam do domu dowiedziałam się, moje nadzieje a raczej przekonania co do zamknięcia choćby połowy egzaminów sesyjnych zostały jakby brutalnie podarte i wyrzucone do kosza przez krytyka (literackiego powiedzmy), jako sztuka aż nadto realistyczna niż patriotyczna (czyli za dużo niewiedzy niż wykutych słowo w słowo, jak mantry zdań).
Płaczę jak dziecko w poduszkę i odganiam myśli apokaliptyczne, śniąc o lepszym jutrze w moim małym pokoikowym azylu.

*mój własny cytowany tekst

wtorek, 22 grudnia 2009

przedświątecznie

22 grudnia a ja ciągle siedzę w Łodzi. Wczoraj miałam ostatni egzamin na te pół semestru (śmieszne ale jak przyjdzie do końca semestru to będziemy się cieszyć,że przynajmniej mamy o te 3,4 przedmioty mniej do nauki). Egzamin odbył się o nienormalnej godzinie bo o 18.30, w mieszkaniu byłam o 20. Zdążyłam się jedynie umyć się ze stresu a już miałam dwóch gości w progu. Niby tylko po odbiór zapomnianej czapki ale nie wypada nie zaprosić na herbatę. K. przyszedł prawie w pół do dziesiątej, rozmowa, jedzenie i już prawie jedenasta w nocy. Zadzwoniłam do mamy aby powiedzieć jej, że nie wyrobię się na wtorkowy pociąg o 6.19 rano bo musiałabym wstać przed 5 a ja nawet nie byłam spakowana i nie wiedziałam jak szybko ogarnąć całe mieszkanie (bo przecież nie zostawię syfu na 2 tygodnie mojej i współlokatorów nieobecności). Obudziłam ją. Nie zdawałam sobie sprawy, że już prawie północ!
Tak więc siedzę na Sienkiewicza jeden dzień dłużej, myję naczynia, podłogi, opróżniam lodówkę, aby nie było styczniowych włochatych niespodzianek, a zaraz idę po ciepłe pieczywo z piekarenki na dole.

Te święta będą inne, juz są inne. Jak za dawnych lat spędzimy je w domu we trójkę: mama, ja i brat. Pierwszy raz jestem tak daleko od domu i nie mogę na bieżąco pomagać w przygotowaniach do świąt. Zresztą i tak dobrze, że mój rok zawarł umowę z wykładowcami i przenieśliśmy zajęcia do odrobienia na nowy rok, tak to musiałabym siedzieć na uczelni do środy a to już moim zdaniem smutne przegięcie. Mama pracuje od rana do późnych godzin popołudniowych, nawet w wigilię co sprawia, iż nasza coroczna tradycja kolacji wigilijnej o godzinie 18 zapewne ulegnie zmianie. Menu tez ma być okrojone bo nie da się z nim wyrobić na czas (chyba, że na zerwanych nockach). Jutro z rana jadę do domu i to chyba najważniejsze! Prezenty popakowane, a co poniektóre zakamuflowane, mam wielkie obawy jak ja się z nimi zabiorę w podróż, na szczęście to jednorazowa przygoda.

Życzeń jeszcze nie będę tu zamieszczała, najpierw muszę wrócić do domu!




i bonusik w postaci starej fotografii/widokówki przedstawiającej Park Sienkiewicza, znajdujący się niedaleko kamiennicy w której mieszkam:

środa, 21 października 2009

uciekająca młodość

Zostały mi niecałe dwa lata młodości.
Taką informację dostarczył mi dzisiejszy wykład z Kapitału ludzkiego. Według aktualnych kryteriów człowiek młody to osoba do lat 24, wiek średni trwa do ok. 34 roku życia ... potem to już chwała wieku dojrzałego.

piątek, 9 października 2009

Pani Antropolog-Ekonomistka

Pierwsze zajęcia z kierunku Gospodarka Przestrzenna już za mną (: może i nie będzie tak trudno, gdyż jak się okazało bardzo dużo osób, które są ze mną na tych studiach wcale nie kończyła I-wszego stopnia z tego zakresu lub tym podobnych ekonomicznych licencjatów ... No właśnie! Dzisiaj dowiedzieliśmy się - w większości, iż jeśli uda nam się ukończyć te studia to będziemy magistrami ekonomii ...Łał, będę ekonomistką (przypuszczalnie)! Większość przedmiotów tyczy się menedżerstwa z jego umiejętnościami organizacji i zarządzania, zatem bardzo przydatne w dzisiejszym świecie ... Póki co, tak właśnie myślę! (: i myślę pozytywnie jak widać.

środa, 19 sierpnia 2009

planowo - nie planować

Miałam dzisiaj taki sen: uciekając przed kimś otworzyłam drzwi i wparowałam do jakiegoś pokoju, następnie dopadłam kolejne drzwi a tam korytarz z kilkoma kolejnymi przejściami. Za każdymi krył się inny świat, czasem bardzo przerażający, odstraszający już od progu - wtedy zawsze cofałam się i zamykałam drzwi. Cały czas byłam ścigana. Za innym progiem zastawałam całkowicie zwyczajny świat. Wtedy zazwyczaj wbiegałam do pomieszczenia zakłócając lokatorom spokój i szukałam kolejnych drzwi. Bywało tak, że z jednego pokoju/świata automatycznie przechodziło się do następnego. Jednak czasem napotykałam te labiryntowe przedsionki z drzwiami wokół.
Chyba znowu czuję się zagubiona i nie wiem co robić, co postanawiać.
Lubię planować, ale co z tego jak 1/4 tych myśli gubi się w labiryncie życia i przepada.
Ponownie dostałam się na każdy z kierunków na który złożyłam papiery. Ciężki wybór do podjęcia. W sumie żaden nie satysfakcjonuje mnie do końca, ale nie można mieć czegoś z niczego. Coś robić trzeba!
Nie będę opisywała moich wakacji bo ciągle dochodzą w tej kwestii jakieś zmiany. Kolejny dowód na to aby nie planować zbytnio niczego i nazbyt się nie napalać, bo wszystko może spalić na panewce. Jednakże jakiś plus zawsze jest, w tym wypadku bardzo kobiecy [; skóra wymęczona już Woodstockiem nie została wystawiona na dodatkowe działanie sil natury spowodowanych zmęczeniem i podróżą na stopa, spaniem gdzie popadnie i obawie, że a nuż dopadnie mnie choroba lokomocyjna! Za to, za zaoszczędzone pieniądze zakupiłam kosmetyki, a jakżeby inaczej.
Czasem czuję żal za to, iż nie przeklinam. Jakoś nie mam w zwyczaju, a przydałoby się czasem, tak dla świętego spokoju.
Czytam lekturę śmiechu i pociechy sprzed lat, czyli Dziennik Bridget Jones, a także wczoraj zakupiony (dla mamy jako prezent bezokazyjny, ale co tam! póki nie wracam do domu to sama czytam) Dom nad rozlewiskiem. Zajadam się lodami o smaku czekolady milki, polane likierem o smaku gorzkiej żołądkowej z mlekiem. Upijam się Imeldą May, niedawno odkrytą tak całkiem przypadkowo w sieci, jednak ciągle rockabilly tyle, że z klasą i pin up'ówą pełną klasy ...
Tak na serio to ja czuję te wakacje, są całkiem przyjemne choć bardzo leniwe.

wtorek, 14 lipca 2009

wakacyjne bilansowanie

Wakacje trwają w dobre, ciągle nie umiem zrzucić tych kilogramów aby przekonać się do kupna nawet jednoczęściowego stroju kąpielowego - wczoraj zaliczyłam pizze, dzisiaj kebab, który kebabem nie był (ale smaczny owszem,tylko ilościowo przekraczał jakąkolwiek normę).
Dziś na obiad serwowane będą - albowiem północ wybiła 30min temu, ziemniaki gotowane z koperkiem i fetą na wierzch. W wyobraźni sylwetka Pin-up Girl coraz chętniej uśmiecha się moimi własnymi ustami. A perspektywa wpinania kwiatów we włosy prosi się o wydech rozkoszy.

Bilans na dziś dzień jest taki oto:
- obraz malowany przeze mnie od pół roku ("bo czasu nie było"-a jakże inaczej), w końcu został ukończony. Suchy i błyszczący został sprzedany, a łódzkie mieszkanko opłacone;
- kolczyk w nosie utracony;
- kolczyk w brodzie utracony;
- półtora tygodnia poza domem;
- w tym czasie zdążyłam zbadać moje nowe lokum ... Łódzkie lokum;
- odwiedziłam Trotyllę, uświęciłam to spotkanie i wiadomo, że nie będzie ono ostatnim;
- zostałam zabrana na komedię romantyczną do kina P; pocieszne to takie;
- od dwóch dni nękają mnie wątpliwości czy to co jadłam w zeszłym tyg w Łodzi w ChinaTown było kurczakiem czy psem pieczonym;
- siedzę w Żarach z moim 'Indianinem', nie ruszamy się praktycznie nigdzie bo przez 2 tyg ma on pilnować domu, psa, kota, ma również do wykarmienia psa, kota i brata ... tak też jestem tu z nim aby umilać mu, czy też rozweselać życie (i pranie robić);
- 2 całonocne imprezy lubuskie zaliczone: 1) u Wiktora, mojego łódzkiego współlokatora; 2) u Ewy, dziewoi wiktorowskiej, również mojej współlokatorki;
- naliczyłam trochę pewnych dylematów, w szczególności tych z natury banalnych - studiować czy nie studiować, co studiować i jak [:
- miłość do oldschoolwych filmów retro z lat 50tychi 60tych trwa! w swojej naiwności nadal mnie urzekają.

Jest jeszcze troszkę tych wakacyjnych planów. Mój Osobisty Rycerz Jedi wyprzedaje mnóstwo płyt CD i DVD oraz gier na PC, PS = wkrótce dam Wam namiar, może znajdziecie coś dla siebie. Gdy tak spoglądałam na to co tam odrzucał na kupkę rzeczy do sprzedaży, to aż żal ściskał serce za te plyty P; ale fakt faktem i ja nie miałabym czasu na ich słuchanie czy oglądanie. Chyba i sama muszę przejrzeć swoją płytotekę, skoro większość i tak posiadam na pececie.