Pokazywanie postów oznaczonych etykietą święta. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą święta. Pokaż wszystkie posty

środa, 18 kwietnia 2012

level up!


Nie wspomniałam ostatnio tylko o jednym - o prawdziwym powodzie, dla którego byłam w Austrii. Niestety nie było mnie tam dla smacznego piwa i tanich żelek Haribo, to tylko przy okazji ... Pojechałam w austriackie Alpy aby nauczyć się jeździć na nartach! Zaczęłam jeździć tak zwanym pługiem i skręcałam poprzez kładzenie się na śnieg i przekładanie nart. Po opanowaniu lęku przed niewidoczną przestrzenią za górkami (dzień trzeci), a także po nadwyrężonej cierpliwości Kóli, pod koniec długiej i stromej górki zaczęłam jakoś łapać o co w tym wszystkim chodzi, szczególnie w skręcaniu! Od tego momentu miałam mniej przewrotów, a tylko kilka bardziej spektakularnych kraks z licem w śniegu. Jeżdżę na nartach!

Świetna sprawa!


P.S.: Dziś przyszła pora na setny post!

poniedziałek, 16 kwietnia 2012

Austriackie Alpy

   Dwa dni temu wróciłam z tygodniowego pobytu w austriackich Alpach. W tej świątecznej eskapadzie uczestniczyło dziewięć osób, mieszkaliśmy na obrzeżach miasteczka Fusch w otoczeniu gór i krów.

To był mój pierwszy zagraniczny pobyt w  górach, dodatkowo byłam na wysokości 3 035 m n.p.m (szczytu Kitzsteinhorn 3 203 m n.p.m.), a dodać trzeba, że polski najwyższy szczyt mierzy 2 499 m n.p.m. (Rysy).
Austriackie piwo jest przepyszne i o idealnej strukturze (tak stwierdziłby mój współlokator Wicia, który jest smakoszem piwa), czyli piana utrzymuje się bardzo długo a bąbelki nie znikają po 5 minutach. W tym wszystkim ważne też są tanie żelki Haribo!

niedziela, 15 kwietnia 2012

Wymarzona Loreena


Była sobie data 25.03.2012 ... trzy tygodnie temu, a jakby wieczność minęła! Wspomnianego dnia spełniło się jedno z moich marzeń - byłam na koncercie Loreeny McKennitt.

Warszawska Sala Kongresowa przepełniona miłośnikami wokalu i talentu Loreeny. Duży by opowiadać, lecz równie wiele zostało już powiedziane w licznych internetowych recenzjach tego wydarzenia. Wzruszona głosem tej cudownej kobiety zostałam zanurzona w eterze muzyki, wyśpiewywanych historii i magii świateł. Ponad dwie godziny celtyckich czarów. 
Wszystkim fanom Loreeny polecam wybrać się na jej kolejny koncert  w Polsce (zakładam, że będą następne ... muszą być!), gdyż głos piosenkarki brzmi jeszcze piękniej na żywo niż na płytach, co zdarza się bardzo rzadko. Ponadto  sama Loreena cała emanuje życzliwością i skromnością, co daje się wyczuć pomimo kilkuset metrów odległości między sceną a dalszymi rzędami widowni.
Moje marzenie spełniło się dzięki mojemu bratu, to on zareagował błyskawicznie i zakupił bilety dla mnie oraz Uli. Bonusowy prezent bożonarodzeniowy. Aż sama sobie zazdroszczę!



Zdjęcia autorstwa Roberta Świderskiego. Więcej zdjęć tego autora z koncertu L. McKennitt w Warszawie można znaleźć TUTAJ.

czwartek, 29 grudnia 2011

prezenty ! prezenty !




Święta mamy za sobą, mogę więc publicznie pokazać resztę duperelek, które skręciłam w ramach prezentów.

Nie mam zamiaru zajmować się wytwarzaniem biżuterii w celu jej sprzedaży. W internecie Polki sprzedają tego miliony, do wyboru do koloru.
Ja natomiast wolę obdarowywać znajomych (;






Elementy w kolczykach oraz szklane koraliki modułowe w pandorkach wykonane są ze srebra próby 925!
Zawieszki to pewnie jakiś oksydowany metal hehe




wtorek, 6 grudnia 2011

06.12.2011

Grudzień. Najwyższy czas poważnie zastanowić się nad prezentami ... Zresztą od pewnego czasu prowadzę ciekawe rozmowy kontrolne co komu kupić, skompletować oraz ile posiada się środków by wykonać coś samemu. Powoli przydzielam każdemu konkretną "rzecz", robię listę żeby przypadkiem nie zapomnieć pomysłów.
W łódzkim pokoju malowanie ścian i sufitu na raty. Światło dzienne kiepskie, oświetlenie pokoju chyba jeszcze gorsze, także nic nie sprzyja malowaniu pokoju (: chociaż jedna ściana jest już gotowa, można to wykalkulować jako 1/3 robocizny.
Chciałabym już rozłożyć choinkę, ale póki co nie ma gdzie - wadzi w tym wspomniane niedomalowanie. Pomarańcz i cytryna na suszone choinkowe ozdoby - zakupione. Śniegu nie ma, ale to chyba dobrze (: Niech sobie spadnie 24tego, a potem sio!

I tak na marginesie:
                             Hoł, hoł, hoooł ! ... W końcu dziś Świętego Mikołaja.

czwartek, 24 grudnia 2009

twórcze zapatrywanie na święta

W domu!
W sumie nie tęskniłam tak bardzo, jednak jak już tu jestem to nie chciałabym się już więcej stąd ruszać.
Gdy tylko przekroczyłam próg zostałam poinformowana, że strojenie choinki należy do mnie (a miałam nadzieję, że zastanę gotową). 20 minut temu skończyłam pakowanie prezentów, na szczęście część zapakowałam już w Łodzi. Właśnie, 3/4 mojego plecaka to były prezenty, a do tego taszczyłam jeszcze reklamówkę z wielkim pudłem, które nawet w marzeniach nie zmieściłoby się do plecaka (chyba, że przyszłość będzie wyglądała jak u Jetsonów i nawet samochód będzie kieszonkowy). Z zakupionych prezentów jestem zadowolona, w końcu trochę się za nimi nabiegałam, a najbardziej dumna jestem z prezentu dla mamy! Wykonałam dla niej kolczyki i nie z jakichś drewienek i szkiełek, ale z prawdziwych kamieni i srebra. Ponadto pierwszy raz spróbowałam swoich sił w decoupage, przyozdabiając styropianową bombkę etnicznymi wzorami. Miała też być szkatułka dla babci z decoupage'u, jednak nie starczyło mi już czasu i materiału (lakieru do drewna) i też szkatułka będzie jedynie zwykłym kufrem na biżuterię (ohhh ohh).
Na tym skończyło się moje twórcze zapatrywanie na święta, no chyba, że uwzględnię latanie za prezentami dla K., gdyż stwierdziłam, że najweselej będzie mu sprawić paczkę pełną różnorakich akcesoriów (nie napiszę jakich bo jeszcze szpieg to przeczyta!)!

Podsumowując: z pieniędzy jestem spłukana doszczętnie - choć pare rzeczy wykonałam własnoręcznie trzeba było zakupić materiały, lecz wszystko to w wierze, że święta będą udane! Zresztą na uszczęśliwianiu najbliższych nie wolno oszczędzać.

wtorek, 22 grudnia 2009

przedświątecznie

22 grudnia a ja ciągle siedzę w Łodzi. Wczoraj miałam ostatni egzamin na te pół semestru (śmieszne ale jak przyjdzie do końca semestru to będziemy się cieszyć,że przynajmniej mamy o te 3,4 przedmioty mniej do nauki). Egzamin odbył się o nienormalnej godzinie bo o 18.30, w mieszkaniu byłam o 20. Zdążyłam się jedynie umyć się ze stresu a już miałam dwóch gości w progu. Niby tylko po odbiór zapomnianej czapki ale nie wypada nie zaprosić na herbatę. K. przyszedł prawie w pół do dziesiątej, rozmowa, jedzenie i już prawie jedenasta w nocy. Zadzwoniłam do mamy aby powiedzieć jej, że nie wyrobię się na wtorkowy pociąg o 6.19 rano bo musiałabym wstać przed 5 a ja nawet nie byłam spakowana i nie wiedziałam jak szybko ogarnąć całe mieszkanie (bo przecież nie zostawię syfu na 2 tygodnie mojej i współlokatorów nieobecności). Obudziłam ją. Nie zdawałam sobie sprawy, że już prawie północ!
Tak więc siedzę na Sienkiewicza jeden dzień dłużej, myję naczynia, podłogi, opróżniam lodówkę, aby nie było styczniowych włochatych niespodzianek, a zaraz idę po ciepłe pieczywo z piekarenki na dole.

Te święta będą inne, juz są inne. Jak za dawnych lat spędzimy je w domu we trójkę: mama, ja i brat. Pierwszy raz jestem tak daleko od domu i nie mogę na bieżąco pomagać w przygotowaniach do świąt. Zresztą i tak dobrze, że mój rok zawarł umowę z wykładowcami i przenieśliśmy zajęcia do odrobienia na nowy rok, tak to musiałabym siedzieć na uczelni do środy a to już moim zdaniem smutne przegięcie. Mama pracuje od rana do późnych godzin popołudniowych, nawet w wigilię co sprawia, iż nasza coroczna tradycja kolacji wigilijnej o godzinie 18 zapewne ulegnie zmianie. Menu tez ma być okrojone bo nie da się z nim wyrobić na czas (chyba, że na zerwanych nockach). Jutro z rana jadę do domu i to chyba najważniejsze! Prezenty popakowane, a co poniektóre zakamuflowane, mam wielkie obawy jak ja się z nimi zabiorę w podróż, na szczęście to jednorazowa przygoda.

Życzeń jeszcze nie będę tu zamieszczała, najpierw muszę wrócić do domu!




i bonusik w postaci starej fotografii/widokówki przedstawiającej Park Sienkiewicza, znajdujący się niedaleko kamiennicy w której mieszkam: