piątek, 12 lutego 2016

Chwile dla siebie



Popoludniowe zmiany i jakbym nie miala czasu a wlasciwie to znajduje go mnostwo, i to tylko dla siebie. Co trzy tygodnie budze sie bez nacisku "trzeba wstac", a wylacznie "bo wypada wyjsc z lozka".

Na popoludniowkach klade sie pozno spac. Teoretycznie 3-4 godziny od momentu, kiedy skonczylo sie dzien pracy nie wydaje sie pozna godzina, jednak koncze o 22:00, takze 1-2:00 nad ranem to juz pozno. Noca ogladam filmy, wracam do ekranizacji trylogii Sienkiewicza, ponownie ogladam piekne ekranizacji polskich nowel i powiesci, rozumiejac je lepiej niz 10 lat temu (teraz wrecz sie nimi zachwycam, np. Konopielka).

Mam czas na ksiazki. Ostatnio kupilam ich trzy, jeszcze ciagle zagladam do swojego Kindle, jednak musze zaktualizowac biblioteke w tym urzadzeniu, bo juz sie troche przedawnila, albo pewne pozycje nie przypadly mi do gustu. Na urzadzeniu mam sporo ksiazek typu poradnik psychologiczny, rozwoj osobisty, az glowa peka od samego wymawiania tych slow. Ksiazki tego typu potrafia niezle namieszac w glowie! Sporo sie ich naczytalam i jestem przekonana, ze nie potrzebuje, poki co, wiecej informacji o tym, jak byc lepsza wersja siebie, w koncu cos z tych tresci musialo zostac wbite do mojej glowy i na pewno sie przyda. Historie ludzi, zmyslone czy nie, takze ucza zycia i pewnych reakcji, dodatkowo przynoszac rozrywke i relaks, a z poradnikow to stawiam na praktyczne porady, ktore suma sumarum znajduje w Internecie, ale ksiazkoholik zawsze musi miec jakis namacalny egzemplarz.
Wiec co takiego kupilam?



oraz



Szczegolnie polecam ksiazki Dominique Loreau, francuzki, ktora od lat mieszka w Japonii i wdrozyla w swoje zycie wiekszosc zwyczajow zwiazanych z japonskim stylem zycia, w wiekszosci odnoszacym sie do zycia w prostocie, a ogolniej mowiac odnoszacym sie do filozofii zen. Pierwsza ksiazka Loreau, ktora przeczytalam nosi tytul Sztuka prostoty i moze nie zgadzam sie z wszystkimi zasadami i radami autorki wobec calkowitego minimalizmu naszego zycia, jednak sposob w jaki opisuje jest bardzo wciagajacy i zachecajacy. Dlatego tez widzac tytul Sztuka porzadkowania, nie wahalam sie ani chwili i nabylam lekture, szczegolnie, iz moja mala przestrzen jest totalnie zagracona, pomimo regularnego sprzatania i wyrzucania niepotrzebnych rzeczy.

Natomiast Maje Popielarska zawsze uwielbialam. W Polsce namietnie ogladalam jej programy, czerpiac radosc juz z samego sluchania jej glosu i sposobu wypowiadania sie, a teraz, kiedy mam mozliwosc pracy w ogrodzie, tym bardziej jestem rada aby zaczerpnac wiedzy z jej ksiazek. Kalendarium prac... jest ogolnikowym opisem prac w ogrodzie, propozycja dla uporzadkowania calego ogrodniczego roku i robienia notatek odnosnie co sadzimy, co obserwujemy, aby notatki te pomogly nam w kolejnych miesiacach, a nawet latach. Dodatkowo sliczne zdjecia i styl jezykowy tekstu definitywnie nalezacy do Maji ;)

Przyznam sie jeszcze, ze kupilam Malego ksiecia, gdyz nie posiadalam tej ksiazki w swoim zbiorze, a cena zachecala do nabycia i ponownego przeczytania (bodajze po 15 latach, jak nie wiecej)!


-----------------------------------------------------
* Przepraszam, ze nie ma polskich znakow, ale nawet pomimo, ze wlaczylam polska klawiature to jakims magicznym sposobem konfiguracja dla polskich znakow nie dziala. Juz nawet szukalam rozwiazania, jednak nic nie wskoralam. Na pewno naprawi sie samo ;)

czwartek, 1 października 2015

Zły kierowca

Ahh, jestem kierowcą.
Pierwsze wpadki za kierownicą nie przerażały mnie aż tak, jak obecne, choć można powiedzieć, że to też nadal te pierwsze. Z początku tłumaczyłam samą siebie byciem nieopierzonym kierowcą. Teraz przeraża mnie moja nieuwaga i złe rozeznanie sytuacyje na drodze. Roztrzepana ja.
Czy to oznacza, że jestem złym kierowcą? :(

czwartek, 9 lipca 2015

Zaszyta

Czasami chciałabym się zaszyć i odciąć od głośnej codzienności.
Zapłakałabym zaszyta w bujnej roślinności przy akompaniamencie melodii uszytej z mych uczuć, których nie potrafię nazwać.

poniedziałek, 30 marca 2015

marzec

Koniec marca, przydałoby się jakieś podsumowanie. Choć w sumie to nie robię podsumowań czegokolwiek, no chyba, że wspominam dopiero co miniony tydzień i próbuję dostrzec coś wartościowego w swojej codzienności. Nie narzekam. Moja codzienność jest całkiem w porządku, zależy co z niej wyróżnię, wytłuszczę grubą czcionką.
Spokój ogarnia mnie z dnia na dzień coraz mocniej. Może to lata, które lecą i dodają otuchy, że tyle już się przeżyło i można udawać, iż pozjadało się wszystkie rozumy, a z drugiej strony statystycznie czeka mnie ponad drugie tyle, a w głębi serca żywię nadzieję, że to dopiero 1/3 ...
Spokój ogarnia mnie z dnia na dzień coraz mocniej, także już nawet to, że Ten Ktoś perfidnie mnie olewa, a wcześniej bajdurzył i rozbudzał uczucia i wyobraźnię szalonej Mnie, jakoś nie mąci mego nastroju. Robię się ostatnio bardzo busy i nie mam czasu na użalanie się nad sobą, a tym bardziej nie w głowie mi rozmyślanie dlaczego tak kiepsko trafiam z uczuciami i czemu to wszystko musi wyglądać jak żałosny serial typu tasiemiecowego. Zaczynam szkołę! Póki co cieszę się z progresu i pozytywnie patrzę w przyszłość, ale zapewne po pierwszych zajęciach wrócę do domu z płaczem i wyrzutami do siebie samej, że mi się nie chce, że znowu wpakowałam się w zakuwanie i sytuacje stresowe, a założyłam, iż to i tak dopiero początek, bo po jednym kursie zaplanowałam sobie już kolejne kursidła (tak, sama wpakowałam się w te kursowe sidła). Lekko marudzę, bowiem wierzę, że pozytywnie zaskoczę samą siebie. W końcu jako osoba dorosła powinnam podchodzić do wszystkiego dojrzale.
I tu muszę odejść od tematu (jakby to miało kogokolwiek zdziwić), gdyż uświadomiłam sobie, że kiedyś, bardzo dawno temu w innej bajce, a w sumie kiedy żyło się bajkami, byłam przekonana, że dorośli nie boją się, że umieją trzymać emocje na wodzy, są zabawni a nie szaleni, że nie popełniają błędów emocjonalnych, a kiedy podejmują naukę to są prymusami i nauka przychodzi im lekko. Ogółem kiedy spoglądałam na 28-latków (+/-) to byli to dorośli z krwi i kośći, a do tego sercem i rozumem. A teraz!? Sama jestem 28-latką i poważnie nadszarpuję tą opinię, którą sama kiedyś sobie wykreowałam. Jasny gwint ...
Uczucia i szkołę oraz zdanie sobie sprawy, że dojrzałość wiekowa mądrym i opanowanym człowieka nie czyni, już uwzględniłam w swoim marcowym podsumowaniu. Teraz czas na książki. Trochę się ich uzbierało w tym miesiącu. Połknęłam dwie części Pokolenia Ikea, trochę zniesmaczona obrazem trzydziestolatków, opisanych jakby każdy jeden był tak egoistycznie nastawiony do związków, seksu, pieniędzy, a wszystko z przekonaniem, że tak po prostu jest i kropka. Jednak połknęłam obie książki. Coś tam w nich urzeka, choć nie autor i jego alter-ego w postaci głównego bohatera, który ma się za speca od kobiet. Mam wrażenie, że czytałam polskiego Charlesa Bukowskiego, a już założę się, iż autor jest jego fanem, na bank. Pokonuję jeszcze Najgorszego człowieka na świecie Małgorzaty Halber, wiekowo również zbliżona do autora wspomnianego wcześniej, wydaje się, że z podobnymi problemami, ale jednak nie. Autorka opisuje problem uzależnień, trafnie wskazuje dlaczego popadamy w uzależnienia i dlaczego odwyki nie pomagają, a raczej dlaczego program i styl prowadzenia odwyków nie są adekwatne wobec uzależnionego, bo w sumie każdy z nas jest inny i potrzebuje innego lekarstwa. Czy jesteśmy pokoleniem przegranych? Nie jest to łatwa książka, choć wszyscy dookoła zachwycają się nią, a ja o dziwo męczę będąc dopiero w 1/3 zawartości, ale na pewno przemęczę i jeszcze pozytywnie mnie zaskoczy ;) Jakby co, zawsze mam tom Muminków przy łóżku, na poprawę samopoczucia, a co!
Towarzysko też nie narzekam jeśli chodzi o miesiąc marzec. O dziwo mało przebywałam w swoim mieszkaniu, nie miałam za dużo okazji aby się ponudzić. To chyba dobrze. Jakiejkolwiek zmiany w pracy bym nie miała to zawsze coś się działo, a to kino, a to obiad na mieście, pogaduchy w kawiarni, siłownia, sauna, mini wycieczka czy potańcówka do białęgo rana. No i te książki, filmy na laptopie i nie ma kiedy się nudzić. Coś tam nawet machnęłam pędzlem po papierze, zrobiłam małe przemeblowanie w pokoju i zakupiłam ramę do łóżka. Nawet samochód ustrzeliłam, a fakt, że za miesiąc lecę na zasłużone wakacje (gdzie będę się byczyła ile wlezie), porfela mi nie wypełnia - za to wzbogaca o pozytywne wibracje. Mam wspaniałych przyjaciół w Polsce i w Anglii, jestem na serio bogatym przedstawicielem gatunku ludzkiego i nie zamierzam być sknerą.
Marzec zbił mi się trochę z lutym, ale jakkolwiek mamy już wiosnę, dzięki Bogu.

wtorek, 24 marca 2015

poradnia poradnikowa

   Jeśli nigdy nie mieliście koszmarnego bólu głowy to polecam poczytać poradniki. Jakiekolwiek poradniki. Przyznajcie się komukolwiek, że je czytacie, od razu ta osoba pomyśli, iż najwidoczniej coś musi być z tobą nie tak, skoro sięgasz po tego typu lektury, a co dopiero jeśli zaczynasz jeszcze przytaczać fragmenty tych książek ...
No więc tak, przyznaję się bez bicia, trochę tych poradników przeczytałam. Nie wszystkie dałam radę skończyć, zazwyczaj stwierdzając, że to jakieś bajdurzenie i chyba autor ma poważne problemy z samym sobą. W końcu najlepiej doradzają Ci, którzy sami mają problem w danej materii i chcieliby postępować tak, jak wiedzą, że powinno się postępować, ale jakoś im nie wychodzi. Za to doradzanie wychodzi im znakomicie. Sama jestem tego znakomitym przykładem.
Ogółem przyznanie się do czytania poradników wskazuje, że mamy jakiś problem i nie umiemy sobie z nim poradzić. Tak dobitnie.
   Kiedyś szerokim łukiem omijałam te rejony księgarń z oznaczeniem PORADNIKI, PSYCHOLOGIA, a teraz? Obecnie za często księgarń nie odwiedzam, tylko podczas wizyt w Polsce, ale ostatnią swoją wizytę przypieczętowałam pielgrzymką po księgarniach i wertowaniu regałów oznaczonych nagłówkiem PORADNIKI, PSYCHOLOGIA. Czego możemy się tam spodziewać? Niezliczonej ilości książek o miłości, biznesie i ... odchudzaniu. Problem XXI wieku, voila!
   Dobra, to teraz pewnie zastanawiacie się jaki mam problem, skoro czytam poradniki. Najwięcej danych lektur przeczytałam pod znakiem "Odnajdź szczęście w sobie samym". Najgorzej, gdy sięgasz po jedną książkę za drugą, połykasz je i niby wszystkie traktują o tym samym, ale w pewnych kwestiach wykluczają się nawzajem - ból głowy, mętlik gwarantowane. Trzeba było wybrać jedną pozycję i jej się trzymać, albo chociaż jednego autora i ślepo zawierzać mu w każdej kwestii niż dokładać sobie inne punkty widzenia.
Coś tam z tych wszystkich porad pomogło mi w życiu. Bardziej pomogło niż zaszkodziło, wiele uświadomiło.
Poradniki zastępują nam obecnie mędrców i staruchy, którzy cieszyli się poważaniem i wiedzą uniwersalną przekazywaną z pokolenia na pokolenie. A co może być bardziej uniwersalne niż wiara w swoje siły i możliwości? niż akceptacja siebie i szacunek, a także miłość do siebie samego? No właśnie. Tego wszystkiego nie oblepimy ubraniami, perfumami, książkami, sloganami, studiami, a nawet czasami w jakich przyszło nam żyć. To są po prostu wartości i prawdy uniwersalne, bardziej oczywiste niż 2+2=4, bo matematyka to teoria i abstrakcja sprowadzona do jakichś form, a my sami, nasza samoświadomość jest najprawdziwsza. No i w końcu literatura poprzednich stuleci mówi jasno, że ciągle trapią nas te same problemy egzystencjalne i psychologiczne. Wszystko kołem się toczy.
   Jakkolwiek wracam do sedna. Czytam poradniki, bo dają kopniaka w tyłek i nawet jeśli motywują na chwilkę, to najważniejsze, że motywują w ogóle. Zawsze można wrócić do lektury, do pewnych fragmentów, albo nawet zapisywać sobie sentencje, które wydawało się nam, że pokazują nam czerwony punkt na tarczy i najwyższą pulę wygranej. Poradniki są jak podręczniki naukowe - zawierają regułkę i jej szerszy opis, abyśmy lepiej mogli zrozumieć o co w tym wszystkim chodzi, dlaczego jedno zjawisko oddziałuje na drugie i potem zachodzi dany proces, z którego otrzymujemy konkretny wynik, zawsze inny w zależności od zjawisk jakie zaszły podczas procesu. I rzeczywiście czasem pomagają nam przemówić do swojego JA i je zrozumieć. Tyle, że nie raz tę poradnikową wiedzę trzeba mocno przefiltrować.

poniedziałek, 16 marca 2015

żółto-niebiesko prawo-lewo

Moje kolorowe, pstrokate paznokcie często robią furorę i to zarówno wśród kobiet jak i mężczyzn. Dzisiejsze żółte, gładkie lakierowe mazie podsunęły nawet genialną myśl jednemu z Process Guy w pracy. Szanowny Pan Process wymyślił, abym jeszcze tylko przemalowała paznokcie u lewej dłoni na niebiesko i już będzie jak z mattec labelami, które naklejamy na produkowane części, czyli żółte to prawa strona, a niebieskie to lewa strona. I jak tu miałoby mi się to pomylić z takimi odpowiednikami na paznokciach!? G E N I A L N E.
P.S: Podobno kobiety mają problem z rozróżnianiem kierunków: prawo-lewo...

piątek, 6 marca 2015

Ucieczki

   Za dużo tych wszystkich oczekiwań. Mam ochotę uciec, ciągle uciekam, a tymczasem wypadałoby zarzucić kotwicę i gdzieś osiąść. Wszystko wydaje mi się złudne, nawet to uczucie, gdy wracam po pracy do wynajmowanego mieszkania i myślę, że jestem u siebie, a z drugiej strony chcę już to zmienić, już mam tego dość. Moja stabilizacja kuleje. Potrzebuję kogoś, a zarazem myśl o tej drugiej pokrewnej duszy przy moim boku napawa mnie lękiem utraty przestrzeni, własnego świata. Chyba po prostu źle do tej pory trafiłam. Kwiczę sama do siebie.

środa, 4 marca 2015

4 kąty Bycia Sobą

   Kiedy czujecie się tak naprawdę sobą? Mnie niejednokrotnie nachodzi to uczucie, iż 100% mnie jest naładowane dopiero w momencie, kiedy jestem sama, zupełnie sama. Nie może być nikogo w moim pokoju, czasem w pokoju obok czy gdziekolwiek w całym pomieszczeniu. Nikogo kto mógłby zakłócić moje Bycie Mną. Dlatego nie wyobrażam sobie życia z kimś w jednym pomieszczeniu, non stop zdani na swoje towarzystwo, brak intymności, uwolnienia myśli. Kiedyś, chwilowo tak żyłam i czułam się jak w klatce, bo każdy z nas potrzebuje swojej własnej, prywatnej przestrzeni, swojego w 100% własnego kawałka, gdzie może zaszyć się i odetchnąć od codzienności, świata zewnętrznego, gdzie nie wystarczy założyć słuchawki na uszy i zamknąć oczy, aby się odciąć i wyluzować. Musimy mieć gdzie tańczyć dla samych siebie.

niedziela, 1 marca 2015

Każdy się wstydzi

"KAŻDY SIĘ WSTYDZI.
KAŻDY SIĘ WSTYDZI TRZECH RZECZY.
ŻE NIE JEST ŁADNY.
ŻE ZA MAŁO WIE.
I ŻE NIEWYSTARCZAJĄCO DOBRZE RADZI SOBIE W ŻYCIU.
KAŻDY.
Dlaczego więc nikt się do tego nie przyznaje? Dlaczego nikt o tym nie mówi? O ile łatwiej by się nam rozmawiało na przyjęciach, gdyby można to było powiedzieć głośno"

Małgorzata Halber
"Najgorszy człowiek na świecie"

czwartek, 23 października 2014

Nieporządek

   Czasem nachodzą mnie myśli, aby pozbyć się praktycznie wszystkich rzeczy jakie posiadam. Jest to jeden wielki kontener nieposortowanych odpadów, a jest ich coraz więcej i więcej, wgniatają mnie głęboko w tę śmierdzącą nicość stworzoną z różnorodności tychże śmieci. Brzmi paskudnie i jest paskudnie. Japończycy, Skandynawowie już dawno prezentują nam, iż ład przestrzeni, w której śpimy, jemy, spędzamy znaczną część naszego dnia, a w sumie to i życia, pozwala osiągnąć też ład emocjonalny. Tak łatwo nie ulegamy dekoncentracji przez co mózg działa szybciej, sprawniej, więc można powiedzieć, że wzrasta nasze IQ... Dobra, kończę te speudo-intelektualne wywody. Po prostu próbuję ogarnąć swoją przestrzeń życiową, która jest chaosem. Nie umiem zacząć działać, bo i myśl o sprzątaniu mnie hamuje, a jak prowizorycznie posprzątam to na drugi dzień historia z bałaganem rozpoczyna się na nowo. Koszmar. Proszę wyrzucić do śmietnika 3/4 moich rzeczy, myślę, że wtedy będę szczęśliwsza, bo jakże można mieć poukładane życie żyjąc w zabałaganionym mieszkaniu. W tym wypadku nie muszę wspominać o zawartości mojej głowy, od razu można się domyśleć, że panuje tam wielki nieporządek. Materializm przytłacza, ogranicza, wprowadza stany lękowe (kiedy szczególnie czegoś potrzebujesz, a nie możesz znaleźć, czy to w głowie czy na podłodze). W takim stanie nie można się zrelaksować i nie można funkcjonować.
Potrzebuję pomocy, ale tylko ja mogę sobie ją udzielić.

poniedziałek, 22 września 2014

Wspomnienie

   Wiele rzeczy spaprałam, ich wspomnienie czasem nawiedza mnie w snach. Jeszcze nie nauczyłam się ich ignorować, jeśli kiedykolwiek miałoby to nastąpić ... Jednak zawsze miałam coś, czego wspomnienie mnie prześladowało, pewna tęsknota, tęsknienie za czymś co się straciło, a raczej samemu opuściło. To chyba nieuniknione. Mogłabym to wyjaśnić na przykładzie pór roku, gdy czasem w zimie nachodzi nas uczucie tęsknoty za kolorową jesienią, w zimne jesienne wieczory wspominamy lato i jego długie i ciepłe noce, natomiast w letnie upały tęsknimy do przyjemnie ciepłej wiosny... i tak w kółko. Cóż ja na to poradzę?

piątek, 18 lipca 2014

dopiąć guzik

Czasem mam wrażenie, że nie potrafię doprowadzić do końca tego, co zaczęłam. Jednak nie jest to prawda, bowiem przypominam sobie te wszystkie momenty zwątpienia, płaczu i przeświadczenia, iż znalazłam się na skraju przepaści i za parę sekund zlecę w dół. Czasem zlatuję - jak kot na cztery łapy, czasami Dobry Los chwyta mnie i odciąga od przepaści. Tyle razy dopinałam wszystko na ostatni guzik, czyli jednak nie jestem kiepska w realizacji.
Może to jest tak, że jeśli dokończenie czegoś, co się zaczęło idzie nam mozolnie, łatwo odwrócić naszą uwagę od tej czynności i zarzucić ją, to oznacza to, iż tak na prawdę wcale nam na tym nie zależy. Może to był po prostu jakiś nieistotny kaprys?.. Zazwyczaj nie. Potrzeba choćby małej motywacji i odrobiny organizacji. Ciężko o organizację pośród chaosu, a pomimo, że znajomi komentują moje życie jako poukładane, ja nieustannie nadaję mu miano chaosu... ale jakoś dopinam, nawet nie trzeba trzymać za mnie kciuków.

Mam milion pomysłów co mogę robić, ale jakoś nic do mnie nie przemawia na tyle mocno, by się na tym skupić. Siedzę na obczyźnie już prawie rok i chyba bardziej ze względu na własny wiek czasem frustruję się nad własnymi poczynaniami i ogólnym położeniem w jakim się znajduję. Czasem zastanawiam się jak mogę dojść do jakichkolwiek konkretnych wniosków skoro nawet miejsce, z założenia przeznaczone do pracy, wygląda u mnie tak:

Natomiast po dwóch tygodniach zwlekania kupiłam bilet powrotny z PL do UK (bo z UK do PL kupiłam właśnie jakieś 2tyg temu, trzy dni ślęcząc nad wykombinowaniem dogodnego połączenia), nadpłacając jakieś 30£ i to nie żebym zastanawiała się czy w ogóle wracać do UK, ale po prostu dzień w dzień mając to w głowie, siedząc przy lapie i w gruncie rzeczy mając wszystko co potrzebne pod ręką, ciężko mi było spiąć poślady i kliknąć parę razy tam gdzie trzeba. Łatwiej ugotować obiad. Także gdzie tu uczyć się angielskiego, choć książki leżą tuż przy łóżku, jak tu się uczyć hiszpańskiego, w jaki sposób dokończyć malowanie obrazu, który czeka od 2 czy 3 miesięcy (już sama nie pamiętam, ale na szczęście skończyłam go tydzień temu), łatwiej zacząć malować nowy. Od 3 miesięcy kupuję rower, z laptopem zwlekałam 3 tygodnie, aż w końcu kliknęłam KUP TERAZ i dostałam paczkę po 2 dniach. Od wtorku próbuję przejechać się do Range'a po komplet płócien, ale ciężko jest obudzić się o 14:00 czy 14:30 po nocnej zmianie w pracy, łatwiej okręcić się w kołdrę. Wiem natomiast, że jednak wszytko to zrobię, w końcu zasiądę ponownie do książek i wykonam parę ćwiczeń, kupię rower i będę przeszczęśliwa, zaopatrzę się w płótna i odfrunę do innej rzeczywistości na kilka nocy ... bo w końcu jakoś zawsze mi się udaje.

środa, 4 czerwca 2014

wszystkie gatunki literackie

Moje życie pędzi, jest książką łączącą wszystkie gatunki literackie.
Ile dni, tyle historii, ilu ludzi, tyle wątków i dialogów.

poniedziałek, 2 czerwca 2014

pożegnanie

Słowa nie wypowiem
zakląć w myślach, nie zaklnę
nie otworzę oczu
Strzepnę tę jedną łzę
z piekącego kącika mego oka
odetchnę z ulgą
Na pożegnanie
trzy razy splunę przez lewe ramię
na dobrą wróżbę

sobota, 8 marca 2014

za dużo zwierzania się?

"Powinieneś zidentyfikować, a następnie wyeliminować wszystkie te przekonania, które Cię ograniczają." - Brian Tracy

Trochę się rozleniwiłam w pracy nad sobą. Wszystko i tak idzie ku lepszemu, z dnia na dzień, a nawet zastanawiając się w tej chwili nad zmianami, które chciałam wprowadzić to muszę przyznać, że jest progress. Na wszystko potrzeba czasu... 
Jako kobieta mam potrzebę mówienia o emocjach, uczuciach, które mną targają - bzdura. Po części, gdy dzieje się coś przykrego dla nas, trudno jest to trzymać w milczeniu. Rozmową z drugą osobą poznajemy nawet własne zdanie na nasze zmartwienia, bowiem nasze myśli często są chaosem a dopiero wypowiedziane na głos mają swoją moc i prawdę. Jednak przyłapałam się na tym, że dużo mówiłam o frapujących mnie sprawach z osobami, o których nawet nie mogę powiedzieć, że dobrze je znam. Ot taka potrzeba wyrzucenia z siebie emocji, a potem chwila uświadomienia sobie "a właściwie dlaczego o tym mówię?". Zganiłam za to samą siebie, dostałam też naganę od drugiej osoby i ... już żyje mi się łatwiej. Krok po kroku do przodu. Nie bądźmy jak otwarta księga.

Musimy doceniać osoby w naszym otoczeniu, które zdradzają nam swoje zdanie na nasz temat. Bez obrażania się, bo zawsze jest źdźbło prawdy w tych opiniach, a skoro ta osoba mówi nam jak nas widzi to nie znaczy, że nas nie lubi i ma nam coś do zarzucenia. To jest troska.
Niedawno usłyszałam od takiej osoby, że jestem naiwna. Naiwna w sensie patrzenia na świat przez różowe okulary, bycia miłą dla osób, które mnie krzywdzą i dla tych, którzy na moją życzliwość nie zasługują. Mówienia "lubię ją/jego", choć zaznaję od nich więcej cierpienia i trosk. Od takich osób trzeba się odciąć, one stopują naszą radość, ograniczają nas. Samą życzliwością i uśmichem ludzi nie zmienimy, do tego jest potrzebna odwzajemniona reakcja.

Najcudowniejsze jest uświadominie sobie ile życzliwych nam osób przebywa w naszym otoczeniu, mimo że nie wiedzą o nas za wiele. Jak wiele jest osób, które bezinteresownie pomagają ci i sprawiają nam przyjemność, często wyrzekając się czegoś dla siebie, a jak niewiele jest osób samolubnych. Jestem Szczęściarą!!!

sobota, 25 stycznia 2014

bez ograniczeń

"Ludzie utwierdzają się w przekonaniu, że środowisko ich ogranicza i znajdują dowody na poparcie tego przeświadczenia. Czują się coraz bardziej pozbawieni kontroli, nie odpowiadające za własne życie i przeznaczenie ofiary. Winą za własną sytuację obarczają siły zewnętrzne - innych ludzi, okoliczności, nawet gwiazdy"...

... W moim własnym odczuciu jest to pozbawianie siebie wolności, odbieranie sobie kontroli nad życiem i dniem dzisiejszym. Tak samo z formułowaniem zdań. Nie mam czasu, Nie mam pieniędzy, Nie mam możliwości, itp., jednak przecież posiadamy to wszystko, w mniejszej lub większej ilości na chwilę obecną, a w niedługim czasie możemy mieć to w jeszcze większej mierze. Mówię zatem Zrobię to, Zmieniam to, nie określam czasu ale czynność.

środa, 22 stycznia 2014

Błąd w konstrukcji

Relacje buduje się na fundamentach współpracy, bo nie zbuduje się twierdzy, gdy zauważa się problem w konstrukcji i nie dzieli się tym odkryciem z resztą wykonawców, tylko czeka się cierpliwie czy konstrukcja jakimś cudem się utrzyma, a może runie.
Choć tyle, że wszystko można odbudować, a z gruzowiska może wyjść jeszcze mocniejsza forteca na lepszych planach konstrukcyjnych.

Pozwoliłam sobie na totalną metaforę (:

sobota, 11 stycznia 2014

Droga Polegania Na Sobie

   "Nie powinniśmy poddawać się okolicznościom życua i manipulacjom ze strony tych, którzy dostrzegają ignorowane przez nas słabości i nawyki. Przeciwnie - możemy wykorzystać te cechy naszego charakteru i panować nad naszym własnym życiem. Droga Polegania Na Sobie rozpoczyna się od akceptacji samego siebie i tego, na co nas stać i co jest dla nas najlepsze".
                                                                                                B. Hoff "Tao Kubusia Puchatka"


I nie chodzi tu o folgowanie swoim słabościom "bo cóż na to poradzę, że taka jestem", ale o uświadomienie sobie własnych wad i dostrzeżenie otoczenia w jakim się nasze wady ujawniają. Jeśli jest nam z nimi źle, a skoro nazywamy je "naszą wadą", to zapewne tak jest, możemy zmienić się. Tak na prawdę jesteśmy sobą, jeśli żadna z naszych cech nam nie wadzi. Także w tym momencie można zacząć się kontrolować, unikać ulegania słabościom i z biegiem czasu, gdy wejdzie nam to w nawyk, po prostu dane minusy naszej osobowości przestaną istnieć, gdyż zostaną wyeliminowane z naszego życia.
Rozpoczęłam świadome życie.

niedziela, 22 grudnia 2013

Skok w przepaść

"Jeśli słuchalibyśmy naszego rozumu, nigdy byśmy się nie zakochali. Nigdy nie przeżylibyśmy przyjaźni. Nigdy nie rozpoczęlibyśmy biznesu, bo bylibyśmy zbyt cyniczni. Ale to nonsens. Za każdym razem trzeba skakać w przepaść i budować skrzydła po drodze."
— Annie Dillard

środa, 4 grudnia 2013

na zakręcie

Przepłakałabym każdą noc, zadręczyłabym umysł rozmyślając za dnia o własnych smutkach ... jednak tyle dobroci, życzliwości i uśmiechów napotykam na co dzień, że nie ma sensu rozpaczać i roztrząsać zagadnienia samotności. Każde przykre kopniaki w zadek motywują do pracy nad sobą. Każdego ranka budzę się z uśmiechem, a każdy czyjś niewymuszony uśmiech jest zebranym plonem na drodze do Szczęścia.